Tarta na kruchym cieście z wędzoną rybą lub szpinakiem i serem pleśniowym

Nie wiem dokładnie kiedy, ale lata temu zakochałam się w jednym wyjątkowym daniu. Było moim popisowym numerem i kartą przetargową w drodze między żołądkiem a sercem mojego przyszłego Małżonka. Tarta z wędzoną rybą. O Matulu! Roboty przy niej było zawsze sporo, bo rybę trzeba oczyścić z ości i ciasto odpowiednio wcześniej przygotować. Ale efekt był wart wysiłku – zawsze!

Na szybko tartę robię na cieście francuskim z jajek, jogurtu greckiego i resztek z lodówki. Jednak od czasu do czasu wyciągam zakurzony notesik i szykuję wersję na wypasie. Zwłaszcza od kiedy spełniło się jedno z moich kuchennych marzeń i dysponuję porządnym robotem kuchennym, który wyręcza mnie w wyrabianiu kruchego ciasta. Najlepiej przygotować je rano i pozostawić w lodówce na kilka godzin, choć zdarzało mi się robić je w ostatniej chwili i wrzucać na 15 minut do zamrażalnika. Też się da!

Przygotuj na ciasto (dwie porcje):

  • 250 g mąki ze szczyptą soli
  • 100 g masła (z lodówki)
  • 2 jajka
  • sok z cytryny

Przygotuj na farsze:

  • 300 g wędzonej ryby (dorsza lub makreli)
  • 6 jajek
  • 200 ml śmietany 18%
  • 200 g jogurtu greckiego
  • 250 g świeżego szpinaku
  • 100 g sera z niebieską pleśnią
  • 50 g startego twardego sera dojrzewającego (zwykle używam Grana Padano ale świetnie sprawdza się też Cheddar)
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • 2 ząbki czosnku
  • pęczek koperku
  • suszona kolendra
  • sól, pieprz
  • łyżka masła (najlepiej klarowanego)

Jak już wcześniej wspomniałam w pierwszej kolejności przygotowuję ciasto. Teraz ugniata je za mnie elektryczny pomocnik, ale w razie (tfu tfu) awarii samodzielnie też potrafię 🙂 Przesiewam mąkę na blat i dodaję pokrojone na kawałki masło. Łączę składniki palcami krusząc masło coraz drobniej, ale można też użyć noża i siekać do uzyskania drobinek wielkości grochu. Następnie robię zagłębienie wbijam jajka i dolewam soku z cytryny. Palcami lub widelcem rozbijam jajka z sokiem a następnie stopniowo zaczynam łączyć z mąką do uzyskania gładkiej, jednolitej masy. Formuję dwie kule (będzie mi potem łatwiej wałkować) i zwijam w folię spożywczą i wkładam do lodówki na co najmniej godzinę.

Kiedy ciasto się chłodzi zabieram się za rybę. Można użyć makreli, która jest powszechnie dostępna, jednak jeśli mam do wyboru dorsza, to decyduję się właśnie na niego. I to bynajmniej z powodu smaku, ale konstrukcji wewnętrznej 🙂 dorsza obiera się dużo prościej, ma większe i grubsze ości dzięki czemu dużo trudniej je przegapić. I mimo, że to najmniej wdzięczna część przygotowań (przynajmniej dla mnie), to staram się bardzo dokładnie usunąć wszystkie ości. Wersja z rybą, jest bowiem hitem również wśród moich dzieciaków.

Na patelni rozgrzewam masło i podsmażam chwilę drobno posiekany czosnek wraz ze szpinakiem. Odstawiam do ostygnięcia.

W tym momencie można już zacząć nagrzewać piekarnik (160 stopni) i rozwałkowywać ciasto. Przygotowuję placek powiększony o wysokość  foremki (2-3 cm) i przenoszę przy pomocy wałka. W tym celu nawijam go delikatnie a następnie rozwijam nad foremką. Wyrównuję krawędzie, a jeśli pojawią się naddatki odkrawam na równo z rantem. Następnie nakłuwam ciasto widelcem, wykładam papierem do pieczenia i zasypuję fasolą! Tak, fasolą. To sposób na to, aby ciasto nam nie wyrosło i stworzyło równy podkład pod farsz. Nie martwcie się jednak, fasola po ostudzeniu wędruje do słoika i czeka na kolejne pieczenie albo gotowanie – nawet po kilku takich przygodach w piekarniku, po wymoczeniu jej całą noc i trochę dłuższym niż zwykle gotowaniu nadaje się do zjedzenia. Spody piekę 15-20 minut.

W tym czasie w dwóch miskach rozbijam po 3 jajka i doprawiam solą oraz pieprzem. Do jednej miski dodaję starty ser Grana Padano, śmietanę i posiekany koperek a do drugiej pokruszony ser pleśniowy, podsmażony szpinak, jogurt grecki i mieloną suszoną kolendrę. Dokładnie mieszam obie zalewy.

Na podpieczone spody z ciasta wylewam masy i dekoruję przekrojonymi pomidorkami. Piekę wszystko kolejne 15-20 minut ale tym razem w 180 stopniach. Mój piekarnik pozwala mi robić to jednocześnie, na dwóch poziomach, ale mimo funkcji termoobiegu w połowie pieczenia zamieniam tarty miejscami. Równie dobrze można jednak piec tarty oddzielnie, ale wtedy należy się wstrzymać z zalaniem tej drugiej – inaczej ciasto nasiąknie zalewą i nie będzie już tak przyjemnie kruche. 

Takie tarty podaję na późny obiad lub kolację solo, ale równie dobrze sprawdzają się w towarzystwie lekkich sałat a nawet zakąsek na zimno. Sprawdźcie sami i przekonajcie się, która opcja Wam przypadnie do gustu najbardziej. Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *