Pyzy ziemniaczane z chudym mięsem lub czerwoną soczewicą w sosie pieczarkowym

To nie będzie proste ani szybkie. Ale jakoś tak mnie naszło i z racji luźniejszej niedzieli postanowiłam zrobić pyzy.  Robiłam do nich już kilka podejść, szukałam przepisu na idealne ciasto i za każdym razem coś było nie tak. Konsystencja farszu uniemożliwiająca lepienie albo rozpadające się w trakcie gotowania ciasto. Mówiąc wprost: zawsze coś! Na szczęście jestem uparta i próbuję do skutku, choćby miało to oznaczać pół tony zmarnowanej mąki. Inaczej się człowiek nie nauczy.

Jeśli wierzyć recenzjom, to było warto. Fakt, nie będę kłamać, czas przygotowania dwóch farszy i ciasta, lepienie i gotowanie, to zabawa na co najmniej 2-2,5 h. Jednak rozpływające się w ustach ziemniaczane kulki polane kremowym sosem ze świeżą surówką albo ogóreczkiem kiszonym… petarda! Było absolutnie warto.

Ważne: pracę trzeba podzielić na etapy, bo inaczej zginiesz jak ciotka w Czechach. Ale najpierw składniki – obiad dla 4 dorosłych osób i 4 dzieci + resztki na wynos do pracy na następny dzień:

Ciasto:

  • 2 kg ziemniaków
  • 600 g mąki ziemniaczanej
  • 2 jajka
  • sól

Farsz z soczewicy:

  • 1 szklanka czerwonej soczewicy
  • 1 duża marchew
  • 1 duża cebula
  • pęczek pietruszki
  • pęczek mięty
  • sól, pieprz do smaku
  • odrobina oliwy

Farsz mięsny:

  • 500 g chudego mięsa mielonego z szynki
  • 1 duża cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • majeranek
  • sól, pieprz do smaku
  • odrobina oliwy

Sos:

  • 500 g pieczarek
  • 330 ml śmietany kremówki
  • 200 ml jogurtu greckiego
  • łyżka masła
  • gałka muszkatołowa
  • sól, pieprz do smaku

No dobra, do tego momentu wszystko wygląda niewinnie, ale zabawa zaraz się zacznie. Dla ułatwienia szykuję sobie wcześniej warzywa. Siekam cebulę, ścieram marchew na tarce, kroję pieczarki w cienkie półplasterki i obieram ziemniaki. Potem dorzucam tylko kolejne składniki jak kucharze w telewizji:D A tak serio, to bardzo ułatwia pracę, a składniki można przygotować sobie nawet z kilkugodzinnym wyprzedzeniem. Tylko pamiętaj, aby ziemniaki zalać wodą. Gotowe? No to zaczynamy!

Ziemniaki zalewam dużą ilością wody, solę i nastawiam do gotowania. Równolegle zalewam uprzednio przepłukaną soczewicę dwiema szklankami wody, solę i również gotuję aż wchłonie cały płyn. Następnie zabieram się za farsze. Obie cebule podsmażam na oliwie, a gdy się zeszklą odkładam na później połowę. Na patelnię dorzucam drobno posiekany czosnek i mięso. Doprawiam solą, pieprzem i majerankiem, a gdy mięso będzie gotowe przekładam wszystko do miski a patelnię przecieram ręcznikiem papierowym. Teraz zabieram się za drugi farsz i do podsmażonej wcześniej połowy cebuli dorzucam startą marchew i podsmażam kilka minut. Łączę z ugotowaną soczewicą, doprawiam do smaku solą i pieprzem a na koniec dodaję posiekaną pietruszkę i miętę.

Dlaczego szykuję na tej samej patelni najpierw mięsny a potem wegetariański farsz? Teoretycznie można odwrotnie, jeśli komuś przeszkadza aromat czosnku lub fakt, że wcześniej na patelni było mięso. Nie da się jednak odwrócić kolejności bez umycia naczynia, ponieważ soczewica pozostawia po sobie powłokę na patelni, która może się przypalać. Dlatego po przełożeniu mięsnego farszu używam papierowego ręcznika i nie studząc patelni zabieram się za kolejny farsz.

Gdy oba farsze są już w miseczkach odcedzam ziemniaki, przepuszczam je przez praskę i zostawiam na blacie do ostygnięcia. Zanim będą się nadawały do zagniatania ciasta mam czas na zrobienie sosu. Na maśle podsmażam pieczarki doprawiając je solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Zalewam je śmietaną kremówką i na wolnym ogniu duszę ok. 5 minut. Dla równowagi dodaję jogurt grecki. Oczywiście można równie dobrze użyć tylko odpowiednio więcej lżejszej śmietany do sosów, ale mnie zależało na tym słodko-kwaśnej kombinacji. Dziś kalorii nie liczymy.

Kiedy ziemniaki ostygną, ale nadal są ciepłe, robię w nich dołek, wbijam jajka i dosypuję łyżeczkę soli. Stopniowo łączę wszystko a następnie dodaję po trochę mąki i zagniatam gładkie, sprężyste ciasto. Nie powinno się mocno kleić do rąk, ale jednocześnie pozostawać na tyle wilgotne, żeby dało się zlepić krawędzie krążka wokół farszu i uformować zgrabną kulkę. Oddzielam połowę ciasta i przykrywam miską, a następnie formuję grube wałki i odkrawam po kawałku tyle ciasta ile potrzeba na pojedynczą pyzę. Szacuję, że wałki mają grubość ok. 2 cm a długość ok. 5-6 cm. Z każdej porcji formuję kulkę i delikatnie ją rozgniatam tak, aby powstał krążek. Następnie łyżeczką nakładam farsz i zlepiam ciasto tworząc kulkę. Wygładzam ją w dłoniach (dłuższe paznokcie są sporym utrudnieniem) i odkładam na oprószoną mąką tacę. 

Nie umiem lepić tak szybko, aby zdążyć przygotować kolejną partię w trakcie gotowania poprzedniej. Dlatego lepię wszystkie pyzy od razu i przykrywam je ściereczkami żeby nie wyschły. W dużym garnku zagotowuję wodę i po jej osolenia wrzucam po 10-12 pyz. Gotuję po ok 3-4 minuty od wypłynięcia, a po odsączeniu (jeśli nie wędrują od razu na talerze) okraszam masłem tak, aby się nie posklejały w misce. 

Pyzy serwuję z sosem pieczarkowym. Do mięsnych pasuje dodatkowo ogórek kiszony, ćwikła a nawet zasmażana kapusta. Natomiast do wegetariańskich polecam surówkę z marchewki, jabłka i pomarańczy. I finito! Polecam pomimo ogromu pracy – efekt końcowy jest tego wart!

Na drugi dzień pyzy można podgrzać w wodzie, na parze albo podsmażyć na złoto. Kombinacji jest wiele. Ja najbardziej lubię klasyczne z wody z odrobiną masła i sosu sojowego. A jaki jest Twój ulubiony zestaw? 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *