Placki ziemniaczane

Ostatni tydzień spędziliśmy przymusowo w domu, a to dopiero początek. Powoli zaczyna nam doskwierać samotność. Zauważyliśmy jak często spędzamy czas z rodziną i przyjaciółmi, zwłaszcza podczas wspólnych posiłków. Ubolewam, że nie mogę podzielić się ciastem, zaprosić na obiad sąsiadów z dzieciakami czy uczcić naszej okrągłej rocznicy uroczystą kolacją w gronie najbliższych. Co nas jednak nie zabije, to nas wzmocni! Głęboko w to wierzę.

Dość smutków – czas na konkrety. A dokładnie na konkretny przepis na konkretne danie. Niezbyt wyszukane, ale w tym zwariowanym czasie po prostu praktyczne. Zostało nam trochę gulaszu z poprzedniego obiadu, musiałam jedynie dorobić sos dla siebie. Akurat miałam pod ręką pół opakowania pieczarek (przepis na sos znajdziecie www.jedentalerz.pl/pyzy-ziemniaczane-z-chudym-miesem-lub-czerwona-soczewica-w-sosie-pieczarkowym).

Nie smażymy placków ziemniaczanych zbyt często. To mimo wszystko ciężkie danie nawet po dokładnym odsączeniu na ręczniku papierowym. Staramy sobie jednak umilać kwarantannę nie kombinując przy tym zbytnio – wykorzystujemy to co mamy w spiżarce i lodówce zamiast biegać codziennie do sklepu. 

Do ciasta użyłam:

  • 1 kg ziemniaków
  • 2 średnie cebule
  • 2 jajka
  • ok. 20 – 30 g skrobi ziemniaczanej*
  • łyżeczkę soli
  • pieprz do smaku
  • olej do smażenia

* ilość skrobi zależy od rodzaju ziemniaków – bardziej mączyste nie potrzebują jej zbyt dużo

Gdy mam więcej czasu, ziemniaki ścieram na tarce o grubych oczkach. Wtedy są zdecydowanie najlepsze. Jednak dziś nie miałam takiej możliwości, liczyło się każde 5 minut, dlatego użyłam do ich rozdrobnienia robota kuchennego. Też jest OK, ale konsystencja jest zupełnie inna i nie każdemu może odpowiadać. Tak czy inaczej obrane i rozdrobnione (starte) ziemniaki należy osolić i odstawić na parę minut. Zaleca się odlanie nadmiaru wody, ale ja staram się nie przesadzać. Bardzo suche ciasto szybciej mi się przypala. W plackach wolę gdy skórka jest chrupiąca, ale wnętrze pozostaje miękkie. 

Następnie dodaję drobno posiekaną cebulę oraz jajka i dokładnie mieszam. Doprawiam całość i dodaję mąkę. O razu nagrzewam patelnię z olejem tak, aby ciasto nie stało zbyt długo – ziemniaki cały czas będą puszczać wodę. Smażę po trzy niewielkie placki po kilka minut z każdej strony na średnim ogniu.

I tu nie ma jednej recepty – wszystko zależy od wielu czynników: od rodzaju kuchenki, przez typ patelni po grubość placków. Każdy musi znaleźć balans przy smażeniu, najwygodniejsze dla siebie narzędzia do przekładania placków na drugą stronę itd. Dlaczego o tym wspominam? Bo aby nauczyć się porządnie przygotowywać placki ziemniaczane spaliłam ich całe mnóstwo, a drugie tyle było niedosmażonych. I to jest całkowicie naturalny proces chyba, że rodzisz się kulinarnym geniuszem i wszystko wychodzi Ci za pierwszym razem:) 

Po usmażeniu placki odsączamy na papierowym ręczniku. Możemy podawać je na prawdę z wieloma dodatkami – gulaszami, sosami, surówkami czy solo ze śmietaną. I to okazuje się zbawienne, gdy trzeba dogodzić różnym gustom i zachciankom domowników za jednym razem. A wierzcie mi, obecnie nie forsuję nietypowych dań w obawie o zdrowie psychiczne swoje i domowników 🙂 wystarczy nam nerwów. Smacznego Kochani i trzymajcie się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *