Leczo z kiełbasą lub tofu z dodatkiem kaszy jaglanej

Sezon paprykowy w pełni! Papryka jest wszędzie i nie umiem przejść obojętnie obok niej w sklepie. Zwykle biorę kilka czerwonych – zjadam je na kanapkach, w sałatkach lub ku niezadowoleniu Małżonka piekę z nadzieniem. Ale ponieważ ostatnie dni przyniosły lekkie ochłodzenia, a ja kocham pikantne klimaty, nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem dania, które w dzieciństwie przeklinałam na wszystkie sposoby. Proszę Państwa, na stół wjeżdża leczo! 

Polska wersja leczo, które oryginalnie pochodzi z kuchni węgierskiej, zawiera także cukinię i zwykle bardziej przypomina gęstą zupę. Ja jednak wolę konsystencję gulaszu, co zbliża moją wersję do francuskiego ratatouille. I nie chodzi mi o ilość sosu i to czy będę używała do jedzenia widelca czy łyżki, tylko o stopień ugotowania warzyw. Nie rozgotowuję ich, staram się aby pozostały jędrne a nawet lekko chrupiące. Oczywiście za każdym razem wychodzi inaczej, ale ma to związek ze stopniem dojrzałości i świeżości warzyw oraz wyczuciem czasu w trakcie gotowania. Z tym drugim bywa różnie zwłaszcza w ostatnim „zabieganym” czasie – wciąż jednak staram się osiągnąć perfekcję 🙂 Dlatego pamiętam o dwóch rzeczach – krojenie składników w zbliżonej wielkości kawałki oraz ich stopniowe dodawania. Proste, prawda? Zatem do dzieła!

Niech nikogo nie przerazi ilość składników. Wyszedł z nich co prawda gaaaar leczo, ale wystarczył zaledwie na dwa dni. Ciężko określić ile to było porcji, zjedliśmy rodzinny obiad, przyszli goście, trochę wzięłam do pracy, a odrobinę zamroziłam (bo nie ma nic lepszego, jak awaryjna domowa mrożonka). Poza tym takie leczo można jeść samo albo z dodatkiem ziemniaków czy tak jak w tym wypadku kaszy jaglanej. Mnie zawsze przyświeca idea zużywania od razu w całości otwieranych puszek/kartonów/słoików, a tu będziemy potrzebowali chociażby tofu. Przygotuj więc:

  • 6 papryk (po dwie: zielone, żółte, czerwone)
  • 2 duże cukinie
  • 2 duże cebule
  • puszkę krojonych pomidorów
  • 500 g przecieru pomidorowego
  • laskę kiełbasy zwyczajnej – tyle zostało z grilla i zostało podzielone na 3 talerze – do połowy całego leczo potrzeba drugie tyle
  • 180 g naturalnego tofu – dla mnie na dwie porcje
  • łyżeczka ostrej papryki
  • 3-4 łyżki sproszkowanej słodkiej papryki
  • oliwa z oliwek do smażenia + 2 łyżki do marynaty
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • cukier, sól, pieprz do smaku
  • dodatkowo 200 g kaszy jaglanej – na jeden obiad

W szklanej miseczce umieszczam pokrojone w kostkę tofu, zalewam oliwą z oliwek, sosem sojowym i doprawiam ostrą papryką. To jest mój pikantny akcent:) Odstawiam do zamarynowania. Następnie przygotowuję kiełbasę, którą kroję w półplasterki i odkładam na później. Nastawiam też kaszę jaglaną do gotowania.

Siekam w drobną kostkę cebulę i podsmażam na rozgrzanym woku z dodatkiem oliwy. Spokojnie, równie dobrze można użyć głębokiej patelni albo garnka z grubszym dnem. Gdy cebula się zeszkli wrzucam pokrojoną w grubą kostkę paprykę. Podsmażam maksymalnie 5 minut, a następnie zalewam pomidorami z puszki. Następnie doprowadzam do wrzenia i na małym ogniu duszę pod przykryciem ok 10-15 minut. Gdy papryka zmięknie dorzucam cukinię, a następnie zalewam wszystko przecierem pomidorowym. Doprawiam wszystko solą, cukrem, pieprzem i słodką papryką. Gotuję, aż cukinia będzie miękka z zewnątrz. ale lekko chrupka w środku. Zwykle zajmuje to ok. 10 minut, ale warto sprawdzić wcześniej. W tym czasie mogę podsmażyć zamarynowane tofu – 5 minut wystarczy, a po przełożeniu do miseczki na tej samej patelni obsmażam lekko kiełbasę.

Gotowe leczo podaję z kaszą jaglaną i nakładam dodatki (tofu lub kiełbasę). Można oczywiście podzielić całość gulaszu na dwa garnki i wymieszać z dodatkami, ale ja nigdy nie wiem, na co będę miała ochotę następnego dnia. Leczo może stanowić bowiem samo w sobie dodatek do obiadu czy grilla, a wtedy kiełbasa czy tofu niepotrzebnie je obciążą.

I to tyle. Serio. Leczo jest wbrew pozorom bardzo proste, a jedynie krojenie warzyw wymaga poświęcenia ciut większej ilości czasu. Polecam gorąco na chłodniejsze wrześniowe wieczory, kiedy pomału zaczynamy wpadać w melancholijny nastrój z powodu końca lata. Humor poprawia nie tylko smak leczo, ale także jego obłędne kolory. Do zobaczenia niebawem, pa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *