Domowy chleb na drożdżach

Cieplutki, pachnący i chrupiący. Do śniadania i kolacji, ale w naszym wypadku także jako „zakąska” do zupy. Z masłem, twarożkiem czy hummusem – nieważne! Domowy chleb jest dobry na każdą okazję. Długo wydawało mi się, że przygotowanie pieczywa we własnych czterech ścianach jest czasochłonne i trudne. Ten przepis przeczy obu tym argumentom. Dostałam go od koleżanki (dziękuję K.), choć stosuję pewną modyfikację. Przekazuję go dalej, bo warto. 

Są dwa typy chleba – na drożdżach i na zakwasie. Dziś proponuję Wam pierwszą opcję. Jest szybsza i nie wymaga od nas dbania na co dzień o zakwas (ale o tym innym razem). Lista składników też nie jest skomplikowana. Jedyne, co dla mnie stanowiło początkowo zasadniczy problem, był mój piekarnik. Przypalał powierzchnię, a wnętrze pozostawało wilgotne. Byłam przekonana, że robię coś nie tak, aż wymieniłam piekarnik i od tej pory problem zniknął (z resztą nie tylko w przypadku chleba). Przygotuj (na dwie duże foremki – keksówki):
  • 1 kg mąki pszennej (typ 650)
  • 1,5 szklanki otrąb pszennych prażonych*
  • 1 łyżka soli
  • 3 łyżki siemienia lnianego
  • 3 łyżki nasion słonecznika
  • 2 łyżki majeranku
  • 100 g świeżych drożdży
  • 1 litr ciepłej wody
  • masło i nasiona sezamu do wysmarowania i wysypania foremek
* Na początku wyjaśniam modyfikację dotyczącą otrąb. Nie zawsze są dostępne w najbardziej popularnych sklepach dlatego kupuję zwykłe i prażę na suchej patelni. Ale zdarza się także, że w ogóle nie mam otrąb i wtedy zastępuję je płatkami owsianymi – błyskawicznymi lub górskimi po delikatnym rozdrobnieniu w blenderze. Druga wskazówka, to przybory. Nie jestem przesądna, ale tak jak mi zostało powiedziane, tak robię 🙂 Używam tylko grubej drewnianej łyżki i szklanej miski do mieszania składników. Nie korzystam z robota kuchennego do wyrabiania ciasta, bo na prawdę nie ma takiej potrzeby, a i mycia finalnie jest mniej. Na początku rozpuszczam drożdże w ciepłej wodzie, a następnie łączę pozostałe składniki w misce. Dolewam stopniowo rozczyn do suchych składników i dokładnie mieszam. Ciasto jest bardzo gęste, ale tak ma być. Gdy całość się połączy odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 15 minut. W tym czasie nagrzewam piekarnik do 180 stopni i ustawiam termoobieg. Smaruję masłem foremki i posypuję sezamem. Raz zdarzyło mi się z braku nasion użyć papieru do pieczenia. Jest OK, ale z sezamem zdecydowanie lepiej 🙂 Gdy ciasto wyrośnie przekładam je do foremek i piekę przez godzinę. Po upieczeniu wyciągam chleb od razu z foremek i układam na boczku do ostygnięcia. Dzięki temu jest chrupiący i szybciej stygnie. Tyle, serio. Nie da się niczego zepsuć! Podobno nie wolno jeść ciepłego chleba, ale czytałam też, że mamy mówiły tak dawniej dzieciom, żeby nie podjadały 😛 I chyba coś w tym jest, bo zapach rozchodzący się po domu jest obłędny, a pół bochenka rozchodzi się u nas w mgnieniu oka. Polecam gorąco i życzę smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *